PHPCe 2018 – relacja i podsumowanie

Cześć! Dłuższy czas nic nie pisałem, ale w końcu trzeba wrócić, bo mi tego brakuje, a że temat pojawił się bardzo naturalnie, to tym bardziej ułatwia mi to sprawę. Dzisiaj o konferencji PHPCe 2018, która odbyła się w Pradze między 26 a 28 października. Zapraszam do czytania! 

To był wyjazd z firmy, nakłoniliśmy odpowiednie osoby, dzieki czemu od piątku do poniedziałku spędziliśmy czas w Pradze, w tym sobotę i pół niedzieli na konferencji. Nie będę jednak pisał o Pradze, a właśnie o samym zlocie programistów PHP. 

Pierwsze wrażenie

Rozpoczęliśmy około godziny 9 rejestracją w hotelu Clarion Congress Hotel Prague. Pierwsze wrażenie – zacnie. Wyglądało nowocześnie, przyjaźnie i zapowiadał się ciekawy czas. Na start trzeba było sobie znaleźć swój identyfikator. Niby wszystko ładnie, piękne, ale… Co gdyby sobie ktoś wszedł i wziął mój, bo tak mu się zawidziało? Można tak było zrobić i odebrać sobie pakiet startowy, bo kto tego pilnował? Nikt. Co do samego zestawu startowego, znajdowała się tam koszulka, pare ulotek, otwieracz do piwa, zestaw sztućców z otwieraczem do piwa (darmowego piwa nie było, btw) i chyba najważniejsze… SŁONIK! Granatowy.

Słonik Konferencji
Słonik PHPCe

Po rejestracji udaliśmy się na pierwsze prelekcje. Tutaj byłem zaskoczony, bo nic nie było jeszcze rozłożone, mam na myśli poczęstunek, dopiero potem się okazało dlaczego. Na tę chwilę bez głębszego wchodzenia w temat, poszliśmy na Keynote Damiena Seguya, który opowiadał o historii Pehapowych słoników. Pośmialiśmy się, ale nie trwało to długo.

Czegoś mi tu brakuje

No właśnie, wspominałem, że stoły były puste, gdy szedłem na Keynote. Po nim (a trwał koło 40 minut), nadal były puste. Zaczęło to być zastanawiające, bo miałem już ochotę na kawę, ale nawet wodą bym nie pogardził. O tym jednak organizatorzy nie pomyśleli, ni kawy, ni herbaty, ni ciacha, ni nawet wody. A do tego przecież wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni jako uczestnicy konferencji, tym bardziej, że była to konferencja o zasięgu międzynarodowym! Nie jestem pewien co do wody, bo około 13 rzuciły się w oczy stojące dystrybutory z wodą, ale na 80% pewien jestem, że ich tam wcześniej nie było. Z tym niesmakiem trzeba było iść na prelekcje.

Jeśli chodzi o jedzenie, to był lunch i kolacja w formie bufetu. Całkiem w porządku, można było się dobrze najeść. Tak poza tym za resztę trzeba było płacić, co wydaje mi się dziwne. Ah, zanim ktoś powie, że przekąski były – ano były, wjechały około 17 razem z kawą i herbatą i znikły w 40 minut, gdy głodni devsi (w tym ja) się rzucili na stoły. 

Poziom różny, ale ogólnie dobry

Jeśli chodzi o poziom samych prelekcji, był on w porządku. Przynajmniej jeśli chodzi o te, na których ja byłem. Miałem też takie przemyślenie, że w sumie w miarę zdobywania wiedzy, coraz mniej nowych rzeczy mogę się dowiedzieć. To co zapamiętałem dość dobrze, to prelekcja Sebastiana Grodzkiego o profilowaniu aplikacji, w tym w dużej mierze o Blackfire.io, którego od pewnego czasu nosimy się z zamiarem użyć w firmie. Innym ciekawym wykładem był na temat refaktorowania kodu za pomocą testów. Niby nic nowego, ale opowiedziane całkiem ciekawe. W niedzielę Holger Woltersdorf również opowiedział w ciekawy sposób o CQRS i Event Sourcingu. Z grubsza byłoby to tyle, jeśli chodzi o ciekawsze prelekcje.

Fajnym akcentem było spotkanie z Rasmusem Lerdolfem, ojcem PHP, który opowiedział nieco o przeszłości i przyszłości PHP. Przy okazji wpadła pamiątkowa fotka.

Zdjęcie z Rasmusem Lerdolfem
Sebastian Bojara, Rasmus Lerdolf, Ja

After party pora zacząć

Wróćmy jeszcze jednak do soboty, bo właśnie wtedy, po prelekcjach i kolacji odbyło się (podobno) after party. Ciężko powiedzieć czy się faktycznie odbyło, bo nie za dużo osób tam jeszcze było. Ja z Sebastianem udaliśmy się na Scrum Simulation, gdzie budowaliśmy odkurzacz. Bardzo się cieszę, że wybrałem ten warsztat zamiast after „party”, bo bym chyba się zanudził. Nie wiem do końca jak to się stało, ale można było się spodziewać, że bez przekąsek i alkoholu będzie ciężko. Ogólnie, gdy wyszliśmy z warsztatu około 22, hol był praktycznie pusty. Większość osób po prostu poszła na zewnątrz. 

Podsumowując

Nadal utrzymuję, że warto jeździć na konferencje. Możliwość poznania różnych podejść i w ogóle ludzi jest mocno rozwijające. Fakt, w porównaniu do Phpersów w Poznaniu czy 4Developers w Warszawie, PHPCe wypadło mocno mizernie. Nie żałuje jednak i chętnie pojadę na kolejne, tym bardziej, że prócz samej konferencji, zawsze jest jeszcze chwila na zwiedzanie, a Praga przecież jest pięknym miastem!