Webmajstering – jak to się u mnie zaczęło?

Każdy jakoś zaczyna swoje życiowe przygody, bardziej czy mniej udane, ale w końcu uczymy się na błędach. Dziś opiszę nieco swój start z webmasteringiem, być może kogoś zainspiruje i też zechce ruszyć swoje pośladki do pracy.

Słomiany zapał, bywa…

Swoją przygodę w ogóle z programowaniem zacząłem jakoś na początku gimnazjum. Na początek wpadłem na Pascala, po tygodniu wydało mi się to abstrakcja i olałem. Po krótkiej przerwie doczytałem o C++ i blokami tydzień pracy – miesiąc przerwy, ciągle czegoś tam się douczałem. Tak samo jeśli chodzi o webmastering, podstawy poznałem w 5 klasie podstawówki, gdzie pan informatyk zorganizował dodatkowe zajęcia z HTMLa.

Potem coraz bardziej skłaniałem się ku tworzeniu stron internetowych. Było to całkiem nieświadomie, ale gdzieś tam bardziej wolałem robić te stronki, tym bardziej, ze trafiłem na ciekawe źródło. Być może dlatego, że tworzenie aplikacji, które „jakoś wyglądają” w Javie czy C++ było dla mnie czarną magią, a tutaj z użyciem prostego HTML’a i CSS’a widziałem jakieś konkretne efekty. Poza tym programy, które pisałem, nie miały zbytnio zastosowania i były trywialne. Zresztą nauka była dość ciężka, bo często stawałem w jakimś momencie, którego nie rozumiałem, a nie miał mi kto pomóc.

Czas technikum, czas decyzji

Po gimnazjum trafiłem do radomskiego Elektronika (technik informatyk). Posiadałem już całkiem przyzwoitą wiedzę o tworzeniu stron internetowych, jakieś podstawy PHP, natomiast JavaScript to była dla mnie czarna magia, w ogóle tego nie łapałem. Coraz bardziej to lubiłem, także nie mogłem doczekać się zajęć związanych z tą dziedziną informatyki (3 rok).

Cóż, jak się okazało, dość długo nie nauczyłem się niczego nowego. Tym bardziej, że sam równolegle uczyłem się samodzielnie w domu, skupiając się coraz bardziej na backendzie. W szkole miałem podstawy podstaw, potem podstawy, a potem poziom średni. I tak naprawdę to, czego się nauczyłem w szkole, to JavaScript i ciekawe efekty z CSS za co dziękuję Panu Profesorowi ZM 😉

No cóż, kiedy ja już miałem na koncie własny system CMS, w szkole uczyłem się pisania prostego szablonu z HTML i CSS. I nie jest to wina nauczycieli tam uczących (z pewnymi wyjątkami), ale po prostu dziwnego systemu nauczania, gdzie trzeba się uczyć wszystkiego po troszeczku zamiast w jakiś sposób specjalizować. Acz nie powiem, jest to dobre dla osób, które nie są pewne co chcą robić, ja jeszcze w pierwszej klasie nie byłem pewien, w głowie „informatyka”, no ale co dokładnie?

Zresztą, mój zapał i zainteresowania ogólnie były jak sinusoida. Raz to, raz to. Potem dość długo nic.

Podsumowanie

Jeśli jesteś młodym człowiekiem, chcesz nauczyć się programować, tworzyć strony internetowe czy cokolwiek innego – zacznij sam, nie czekaj na szkołę czy cokolwiek innego. Ja nie miałem w ręku ŻADNEJ książki, a swoje potrafię zrobić. Przede wszystkim pamiętaj, że trzeba stawiać na samorozwój, jeśli Ty nie będziesz chciał, nikt za Ciebie chcieć nie będzie. Jak pokazuje moje doświadczenie, zrobienie sobie od czegoś przerwy też pomaga, nabierasz świeżości myślenia, nauka idzie łatwiej.

A jak wyglądała Wasza droga? Zaczęła się, czy dopiero zacznie? Podzielcie się w komentarzach!

PS. Wszystkiego najlepszego wszystkim mamom! 😀